Czy wiesz, że dzisiaj jest święto Koralgola, Uszatka i Puchatka? Każdy z nas miał chyba w dzieciństwie swojego pluszowego misia, a jeśli go nie miał to na pewno z sentymentem i czułością spogląda do dziś na te pluszaki. Misie o różnych kolorach, czasem kształtach. Są małe i duże, kolorowe, bywa, ze z klapniętym uszkiem! Pełnią bardzo ważną rolę w naszym życiu. W dzieciństwie, bowiem były naszymi przyjaciółmi, powiernikami najskrytszych sekretów i tajemnic. Nieraz przytulając się do nich szukaliśmy miłości i zrozumienia. Wtulając się w ramiona naszego pluszaka mogliśmy się wypłakać i nikt poza naszym misiem tego nie widział. Miś to przyjaciel dzieci. Pluszak, ale jakby obdarzony czymś jeszcze. Czymś, co nie może być tak łatwo zdefiniowane. Bowiem nie do końca wiadomo, co to jest. Miś to aż MIŚ…, bo ma to coś! O tym jak ważna jest rola misia świadczy dzisiejsze święto. Kto by pomyślał, że pluszowa zabawka doczeka się swojego miejsca w kalendarzu i dzień 25 listopada będzie świętem Misia. Ba! Światowym Świętem Pluszowego Misia! Po raz pierwszy obchodziliśmy go w setną rocznicę powstania 25 listopada 2005 roku. Czy wiecie kto wpadł na pomysł stworzenia misia?
Historię powstania pierwszej takiej maskotki przypisuje się Margarete Steiff, która to będąc osobą sparaliżowaną i jeżdżącą na wózku odkryła w sobie pasję robienia różnych zabawek dla dzieci. Wśród nich pojawił się ręcznie rzecz jasna zrobiony miś. Jej siostrzeniec Richard udoskonalił zabawki, ulepszył ich konstrukcję i założył firmę produkującą je na większą skalę. Rok później na targach w Lipsku zaprezentował nowe zabawki, które powstały w jego firmie. Co ciekawe bawarska firma Steiffa do dziś produkuje zabawki. Wśród nich jest także miś.
Inna historia powstania pluszowego misia związana jest z amerykańskim rynkiem. Otóż w 1902 roku ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Teodor Roosevelt wybrał się na polowanie. Podczas tego wydarzenia prezydent sprzeciwił się zabiciu małego niedźwiadka. Zaprotestował i w ten sposób ocalił mu życie. Świadkiem tego wydarzenia był nijaki Clifford Berryman. Całą historię uwiecznił on na rysunku, który następnie ukazał się w gazecie. Tam tez zobaczył misia Morris Michton – właściciel sklepu z zabawkami. Wpadł na pomysł, aby wyprodukować owego małego bohatera prezydenckiego polowania. Miś zaczął się rewelacyjnie sprzedawać. Producent zwrócił się także z prośbą do prezydenta Stanów Zjednoczonych, aby miś mógł nosić jego imię a raczej zdrobnienie Teddy. Tak też się stało i od stu lat misio jest ponadczasową maskotkę dla wielu pokoleń dzieci. Zachwyca swoją prostotą. Jest nieodzownym towarzyszem dziecięcych zabaw. Tuli i pociesza nawet już nieco starsze dzieci…. Takie dzieci jak na przykład ja!
P.S Pani da dwa misie! – Tego rudego i tego w czerwonej czapeczce! - Czy wiecie z jakiego to filmu?
Odpowiedź tutaj:
Mościce to dzielnica, która zachwyca mnie pod różnymi względami. To niesamowita przestrzeń, która swoim charakterem uskrzydla.
Codziennie jest jakieś
Warunki mieszkaniowe były bardzo ciężkie. Środowisko dopiero się kształtowało. Na początku ksiądz zamieszkał w przydzielonym mu przez Państwową Fabrykę Związków Azotowych mieszkaniu. Z czasem kształtująca się mościcka parafia dostała służbowe mieszkanie na ul. Jesionowej w pobliżu obecnej tutaj drewnianej kaplicy. Po latach nazwa tej ulicy zostanie zamieniona na ulicę księdza Stanisława Indyka.










