Nie możesz się odnaleźć?: Interaktywna Mapa Mościc    
   
Rozmiar tekstu
Zaloguj się
Blog Admina (z lekkim przymrużeniem oka:)

Wikipedia głosi:

Aby móc pełnić swoje funkcje administrator zwykle posiada w danym systemie konto o najwyższych uprawnieniach. W większości przypadków administrator nie zna haseł zwykłych użytkowników, ale może dowolnie je zmieniać. Może też zwykłym użytkownikom nadawać oraz odbierać poszczególne uprawnienia.

Z racji powierzonych funkcji administrator z przyczyn technicznych może nie występować sam, ale mieć także swoich pomocników-asystentów. W zależności od funkcji i nazwy głównego administratora, mogą się oni nazywać moderatorami, operatorami, half-opami (jeśli np. główny administrator nazywa się "operatorem"), w przypadku poszczególnych skryptów forów np. junior administratorami, lub też właśnie administratorami (wtedy sam administrator nazywany jest np. "super administratorem"), i posiadają szereg przydzielonych uprawnień dobranych pod kątem specyficznych zadań do wykonania (np. tylko i wyłącznie moderowanie postów na forum, możliwość usuwania użytkowników z kanału IRC lub czat bez możliwości nadawania innym osobom uprawnień).

Inne występujące w przyrodzie zwroty określające admina: root, SysOp, BOFH, admanipulator ;)


poniedziałek, 02 kwietnia 2012 09:41

Jan Paweł II o Wielkim Tygodniu

Napisane przez Administrator
Oceń tą pozycję
(0 głosy)

To już 7 lat od odejścia Jana Pawła II do Domu Ojca. Czcimy go jako Błogosławionego i często odwołujemy się do jego nauczania, że jest dla nas ważne. Dlatego portal moscice.pl w ten szczególny dzień, będący jednocześnie u progu Wielkiego Tygodnia przypomina co mówił Jan Paweł II o tych najważniejszych dla chrześcijan dniach.

Jan Paweł II

WYMOWA OBRZĘDÓW WIELKIEGO TYGODNIA

19 IV 2000 — Audiencja generalna w Wielką Środę

1. Wielkopostna pielgrzymka, którą rozpoczęliśmy w Środę Popielcową, osiąga swój punkt szczytowy w tym tygodniu, słusznie noszącym miano «Wielkiego». W najbliższych dniach bowiem mamy przeżywać na nowo najświętsze wydarzenia z dziejów naszego zbawienia: mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.

W tych dniach stoi przed nami krzyż jako wymowny symbol miłości Boga do ludzkości. Zarazem w liturgii rozbrzmiewa wołanie konającego Odkupiciela: «Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?» (Mt 27, 46; Mk 15, 34). Ten okrzyk cierpienia staje się bardzo często naszym wołaniem w różnych bolesnych sytuacjach życiowych, które mogą nas głęboko zasmucać, budzić niepokój i poczucie zagrożenia. W chwilach samotności i zagubienia, nierzadkich w życiu człowieka, z serca wierzącego wyrywa się czasem wołanie: Bóg mnie opuścił!

Jednakże męka Chrystusa i Jego wyniesienie do chwały na drzewie krzyża dają nam inny klucz do odczytania takich doświadczeń. Na Golgocie Ojciec nie opuszcza Jednorodzonego Syna w szczytowym momencie Jego ofiary, ale przeciwnie — wypełnia ostatecznie zamysł zbawienia całej ludzkości. W Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu zostaje nam objawione, że w ludzkim życiu to nie śmierć ma ostatnie słowo, ale zwycięstwo Boga nad śmiercią. Boża miłość, w pełni objawiona w tajemnicy paschalnej, zwycięża śmierć i jej przyczynę — grzech (por. Rz 5, 12).

2. W tych dniach Wielkiego Tygodnia wchodzimy w samo serce Bożego zamysłu zbawienia. Kościół pragnie przypomnieć wszystkim, zwłaszcza w obecnym Roku Jubileuszowym, że Chrystus umarł za każdego człowieka, ponieważ dar zbawienia jest powszechny. Kościół ukazuje oblicze Boga ukrzyżowanego, który nie budzi lęku, ale promieniuje miłością i miłosierdziem. Nie sposób pozostać obojętnym wobec ofiary Chrystusa! W sercu człowieka, który rozważa mękę Pana, budzi się spontanicznie uczucie głębokiej wdzięczności. Towarzysząc Mu duchowo w drodze na Kalwarię, można w pewien sposób doświadczyć światłości i radości, promieniujących z Jego zmartwychwstania.

To wszystko przeżyjemy raz jeszcze, z Bożą pomocą, w Triduum Paschalnym. Poprzez wymowne obrzędy Wielkiego Tygodnia liturgia ukaże nam, że między męką a zmartwychwstaniem istnieje nierozerwalna ciągłość. Śmierć Chrystusa zawiera już w sobie zalążek zmartwychwstania.

3. Wstępem do Triduum Paschalnego będzie liturgia Mszy św. Krzyżma, sprawowana jutro rano, w Wielki Czwartek, kiedy to w diecezjalnych katedrach kapłani zgromadzą się wokół swoich pasterzy. Zostanie poświęcony olej chorych, olej katechumenów i krzyżmo, stosowane przy udzielaniu sakramentów. Jest to obrzęd bogaty w znaczenie, któremu towarzyszy równie znamienny akt odnowienia przez prezbiterów zobowiązań i przyrzeczeń kapłańskich. Jest to dzień kapłanów, który każdego roku skłania nas, szafarzy Kościoła, do ponownego odkrycia wartości i sensu naszego kapłaństwa, daru i tajemnicy miłości.

Wieczorem będziemy przeżywać na nowo pamiątkę ustanowienia Eucharystii, sakramentu nieskończonej miłości Boga do ludzkości. Judasz zdradza Jezusa; Piotr wbrew wszelkim zapewnieniom wypiera się Go; pozostali apostołowie porzucają Go w chwili męki. Niewielu pozostaje przy Nim. Mimo to właśnie tym ułomnym ludziom Chrystus powierza swój testament, ofiarując samego siebie w ciele wydanym i w krwi przelanej za życie świata (por. J 6, 51). Oto tajemnica niezmierzonej łaskawości i dobroci!

W Wielki Piątek usłyszymy opis męki i zostaniemy wezwani do adoracji krzyża, niezwykłego symbolu Bożego miłosierdzia. Człowiekowi, który nierzadko nie potrafi wyraźnie odróżnić dobra od zła, Ukrzyżowany wskazuje jedyną drogę nadającą sens ludzkiemu życiu. Jest to droga całkowitego poddania się woli Bożej i wielkodusznego daru z siebie składanego braciom.

W Wielką Sobotę, w dniu głębokiego milczenia liturgicznego, oddamy się refleksji nad sensem tych wydarzeń. Kościół będzie czuwał niestrudzenie wraz z Maryją, Matką Bolesną, i razem z Nią będzie oczekiwał świtu zmartwychwstania.

Kiedy bowiem zaświta «pierwszy dzień po szabacie», milczenie zostanie przerwane przez radosne orędzie paschalne, zwiastowane w świątecznym hymnie Exultet podczas uroczystej liturgii Wigilii Paschalnej. Zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią poruszy nie tylko kamień grobowca, ale także serca i umysły wiernych, napełniając ich tą samą radością, jakiej zaznała Magdalena, pobożne niewiasty, apostołowie i wszyscy ci, którym Zmartwychwstały ukazał się w dniu Paschy.

4. Drodzy bracia i siostry, przygotujmy nasze serca do głębokiego przeżycia Świętego Triduum. Pozwólmy, aby przeniknęła nas łaska tych świętych dni, a idąc za wezwaniem świętego biskupa Atanazego «i my podążajmy za Chrystusem, to znaczy naśladujmy Go, a w ten sposób znajdziemy sposób, aby obchodzić święto nie tylko zewnętrznie, ale bardziej czynnie, czyli nie tylko słowami, lecz także uczynkami» (Listy Paschalne, 14, 2).

Z takimi uczuciami życzę wam wszystkim i waszym bliskim owocnego Triduum i radosnej Paschy zmartwychwstania.

wtorek, 06 grudnia 2011 09:41

Łukasz Maciejewski rozmawia z Adamem Woronowiczem

Napisane przez Administrator
Oceń tą pozycję
(0 głosy)

JAKBY WYSZEDŁ NA CHWILĘ
rozmowa Łukasza Maciejewskiego z ADAMEM WORONOWICZEM

Kiedy zginął ksiądz Jerzy Popiełuszko, Polska na chwilę wstrzymała oddech. Jak Pan zapamiętał tamto wydarzenie?

Byłem wtedy jedenastoletnim chłopcem, ale zaskakująco wiele obrazów z tamtego okresu pozostało we mnie do dzisiaj. Ciągle widzę setki ludzi przed białostockim prosektorium, gdzie przywieziono zwłoki księdza Jerzego. Polska bardzo wtedy posmutniała. I wcale nie było tak wesoło i śmiesznie jak na filmach Barei.

Stan wojenny podciął wszystkim skrzydła, morderstwo księdza Jerzego dopełniło czarę goryczy.

To były lata naszego dzieciństwa, nasza młodość. Owszem, czasami była abstrakcyjna i surrealistyczna, często tragikomiczna, ale z reguły bardzo szara i smutna. Połowa lat 80. to był czas szczególnej apatii, niemal beznadziei. Marzenia po „Sierpniu ’80” szybko zamieniły się w zwątpienia po wybuchu stanu wojennego. Chociażby w sporcie, jeszcze w ’82 roku, w Hiszpanii zajęliśmy trzecie miejsce w Mistrzostwach Świata w piłce nożnej, ale potem było już tylko gorzej. Jedyny gol Włodzimierza Smolarka na mistrzostwach w Meksyku miał w sobie coś z rozpaczliwego, desperackiego gestu outsidera. Wszystko tąpnęło.

Pociechą była wtedy rodzina, czasami przyjaciele.

Moją przystanią był wówczas kościół pod wezwaniem świętego Rocha w Białymstoku. To miejsce pozostaje dla mnie symbolem doraźnej i długofalowej pomocy. Z jednej strony, dzięki kościołowi, przynosiłem do domu tak zwane dary, ale przede wszystkim w kościele poznałem ludzi, którzy wskazali mi drogę równoległą wobec zakłamania czasów. Wychowywali mnie wspaniali księża. Wiedzieliśmy, że żyją w zgodzie z tym, o czym mówią na kazaniach, albo w trakcie katechez. Księża, którzy byli blisko mnie w okresie dorastania dali mi piękny przykład wiary. Byli autorytetami. Dzięki nim zrozumiałem, że w życiu trzeba znać swoją własną prawdę – nawet jeżeli ta „prawda”: poglądy, przekonania czy inspiracje, byłaby w kontrze do powszechnie obowiązujących kanonów.

Multikulturowy Białystok nauczył Pana chyba także tolerancji wobec innych wyznań, przekonań.

W małym środowisku, w którym przebywałem, wszyscy koledzy byli ministrantami, a ci, którzy nie byli ministrantami w naszej parafii, służyli do mszy w cerkwi prawosławnej. Najpierw to my świętowaliśmy Boże Narodzenie, potem przeżywaliśmy to święto raz jeszcze – w kościele prawosławnym, podobnie było z Wielkanocą. Białystok rzeczywiście wyposażył mnie w zdolność zrozumienia i akceptacji dla różnorodności kultur, zachowań. Wschód został we mnie na zawsze. Nigdy tak naprawdę nie wyjechałem z mojej „małej ojczyzny”.

Intrygujący zbieg okoliczności. Ksiądz Jerzy Popiełuszko, którego zagrał Pan w filmie Rafała Wieczyńskiego, wychowywał się w Suchowoli leżącej niedaleko Białegostoku, równocześnie to właśnie w Białymstoku, w Zakładzie Medycyny Sądowej, były badane zwłoki zamordowanego kapłana.

Tak jak mówiłem, pamiętam popołudnie, w którym szara nyska przywiozła ciało księdza do prosektorium. Grałem wtedy z chłopakami w piłkę. Piękny dzień, ostro świeciło słońce. Przerwaliśmy zabawę, czując że na naszych oczach dzieje się coś naprawdę ważnego. Nikt nie został o tym wydarzeniu poinformowany, ale – jakby siłą bezwładu – ludzie zaczęli wychodzić z mieszkań i szli w kierunku prosektorium.

Popiełuszko mówił: „Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, stalibyśmy się narodem wolnym już teraz”. Na czym, Pana zdaniem, polegała odwaga tego kapłana?

Był blisko ludzi, dyspozyjny 24 godziny na dobę. Jego wolność przejawiała się zarówno w wymiarze duchowym, jak i ludzkim. Był kapłanem nie tylko przy ołtarzu, ale także na ulicy – wśród wiernych.

Zagranie takiej postaci jak ksiądz Jerzy, to karkołomne zadanie. Próbował Pan naśladować gesty i zachowania kapłana, czy jednak głównie ufał własnej, aktorskiej intuicji?

Wszystko było ważne w tej pracy. Jednak przede wszystkim interesował mnie sam Popiełuszko: charyzmatyczny bohater. To, co w pierwszej chwili wydawało się go przerastać, w końcu się spełniło. Dlatego nie zależało mi tylko na prostych naśladownictwach, dużo istotniejsza wydawała mi się odpowiedź na pytanie: w jaki sposób ten ksiądz dokonał takich rzeczy, i dalej: czym była jego wiara, czym ta wiara jest dzisiaj?

Gdzie Pan szukał odpowiedzi na takie pytania?

Na przykład szedłem do pustego kościoła. W ciszy wiele rzeczy samo zaczyna się tłumaczyć, weryfikować. Wiedziałem, że wobec takiego tematu nie uda się prześliznąć. Nie jestem księdzem Jerzym, ale musiałem się z tym tematem zmierzyć.

Ale za to jest Pan wręcz uderzająco podobny do Popiełuszki.

Tak mówią, ale to również polega na wyrażaniu podskórnej postawy życzeniowej. Podobieństwo fizyczne ma znaczenie o tyle, o ile nie będzie przeszkodą w oddaniu wnętrza postaci. Na przykład oglądając kasety VHS z materiałami z udziałem księdza Jerzego, można odnieść wrażenie, że jego kazania były podawane w sposób monotonny, bez oratorskich, aktorskich popisów – staraliśmy zachować w filmie tę ekspresję i nie dodawać naddatków aktorstwa tam, gdzie nie było to konieczne.

Słabość dzisiejszego polskiego kościoła bierze się również z dotkliwego braku tak charyzmatycznych postaci jak Popiełuszko, Wyszyński czy Wojtyła…

Myślę że również dzisiaj, w kościele, jest wielu wspaniałych, charyzmatycznych kapłanów. Ale przykład zawsze idzie z góry. Jerzy Popiełuszko, prosty, żarliwie wierzący chłopak, pojechał ze wsi na Podlasiu do seminarium warszawskiego, chociaż miał znacznie bliżej do Białegostoku, gdzie jest przecież wspaniałe seminarium, z bogatymi tradycjami. Wyruszył jednak do Warszawy, bo chciał być bliżej kardynała Wyszyńskiego, który był dla niego największym autorytetem.

Ksiądz Jerzy wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie w 1965 roku, kiedy kończył się rewolucyjny Sobór Watykański II.

Za chwilę kapłani, którzy dotąd w trakcie mszy stali tyłem do wiernych, zwrócą się do nich. Nie było chyba lepszego momentu w historii, żeby kapłan otworzył się na ludzi, zobaczył ich. Okazało się, że ksiądz może być bardzo blisko człowieka, wyjść po niego na ulicę – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Przed Popiełuszką tę samą ideę mieli inni giganci polskiego kościoła: Wojtyła czy Wyszyński. Oni także marzyli o tym, żeby kościół otworzył się jak najszerzej na ludzi. Wspólne spływy kajakowe, wycieczki, oazy – wszystkie te wspaniałe inicjatywy procentują do dzisiaj. Popiełuszko mówił: „W kościele świętym szukałem Was”. Czyli poszedł szukać ludzi, za Chrystusem.

A nie ma Pan wrażenia, że euforia tego typu wspólnych poszukiwań została niestety zarezerwowana dla czasu przeszłego?

Śmierć Jana Pawła II, Pokolenie JP2, działalność Wspólnoty Taizé – to wszystko nadal pięknie procentuje. Kiedy uczestniczyłem w „Europejskim Spotkaniu Młodych” w Paryżu, czułem się fenomenalnie. U stóp wieży Eiffle’a, wśród tysięcy uśmiechniętych, szczęśliwych ludzi, zobaczyłem na własne oczy jak spełnia się maleńki cud. Młodzi chrześcijanie z różnych państw, mówiący różnymi językami, posiadający często tak bardzo odmienną kulturę od naszej, stali razem, pogodni i otwarci na siebie. To była także uderzająca cecha charakteru księdza Popiełuszki. Otwartość.

Biografowie księdza Jerzego piszą, że jako dziecko i nastolatek niczym szczególnym się nie wyróżniał. Był raczej typem samotnika, miał przeciętne stopnie w szkole. Zastanawiam się, co takiego musiało się wydarzyć w życiu Popiełuszki, że ten skromny chłopiec spod Białegostoku, stał się odważnym i przenikliwie inteligentnym kaznodzieją.

Nie potrafię myśleć o tym inaczej, niż w kategoriach łaski, która została mu dana. Z tym darem nie można się urodzić, nie sposób tego w sobie wytrenować. Dlatego próbowałem dobić się do tajemnicy Popiełuszki od strony jego duchowości. Pytałem siebie, jaka była jego duchowość, jak się modlił? Nie miał przecież na tę modlitwę zbyt wiele czasu. Jego dzień zaczynał się bardzo wcześnie – z reguły odprawiał pierwszą mszę święta o szóstej rano. Potem, aż do późnych godzin nocnych, stale odwiedzali go ludzie. Dzwonili, przychodzili, dyskutowali. Jak można wytrzymać takie tempo? Myślę, że do tego potrzebna była wielka łaska.

Ale niezłomny charakter ksiądz Jerzy wyniósł już z rodzinnego domu.

W jego domu patriotyzm był czymś naturalnym. Ksiądz Jerzy wychował się na terenach, gdzie jeszcze jakiś czas po wojnie ukrywała się partyzantka. Wiedział, czym było AK, znał dobrze dekalog – kościelny i ludzki. A potem zaczął spotykać się z ludźmi i coś w nim eksplodowało. Z tych strzępów informacji, rozproszonych wspomnień, cały czas wyczuwałem, że Popiełuszko był kapłanem, któremu naprawdę zależało na drugim człowieku.

Czy przed rozpoczęciem zdjęć spotykał się Pan z rodziną księdza Popiełuszki?

Tak, spotkałem się z mamą księdza, również z jego braćmi – Stanisławem i Józefem. Ale nie jechałem na te spotkania z intencją, żeby wypytywać ich o szczegóły, które byłyby mi przydatne do roli, chciałem zwyczajnie z nimi pobyć. Zjeść wspólny posiłek, napić się herbaty, porozmawiać. Mamie księdza Jerzego nie zadałem właściwie ani jednego pytania dotyczącego syna. Wydawało mi się, że byłoby w tym coś niestosownego wobec sytuacji, którą musiała przeżyć, oraz wobec filmu, który przypomni jej przecież nie tylko odejście wielkiego kapłana, ale także dramatyczną śmierć własnego dziecka. Jakiś czas spędziłem także w warszawskiej kawalerce księdza Jerzego, w której go zaaresztowano, podrzuciwszy uprzednio kompromitujące materiały: farby drukarskie, ulotki itd. Czas stanął tam w miejscu. Nic się nie zmieniło. W regałach stoją książki z odręcznymi uwagami księdza Jerzego, czuje się obecność gospodarza. Jakby tylko wyszedł na chwilę. Zaraz wróci.

Cytując Biblię, ksiądz Popiełuszko mówił: „Prawda kosztuje dużo, lecz wyzwala”. Jak Pan myśli, czy sam kiedykolwiek się bał?

Odwaga to także zgoda na strach i lęk. Żeby być mocnym, trzeba pozwolić sobie na słabość. Kiedy o nim myślę, czuję także spocone od zdenerwowania dłonie, przyspieszony puls. Przecież ksiądz Jerzy w ostatnich miesiącach swojego życia dobrze wiedział, że zaciska się nad nim pętla.

Przed naszą rozmową przeczytałem kilka kazań księdza Jerzego. Są znakomite – również pod względem literackim.

Łudzę się, że po obejrzeniu filmu, część widzów zechce sięgnąć po te kazania. Brzmią tak współcześnie, jakby zostały napisane wczoraj. Kiedy dowiedziałem się, że zagram księdza Jerzego w filmie, w pierwszym odruchu sięgnąłem właśnie po kazania. Chciałem dowiedzieć się, dlaczego ten ksiądz musiał zginąć. Szukałem zatem w kazaniach Popiełuszki inwektyw pod adresem władzy, nawoływań do buntu, ale niczego takiego tam nie znalazłem. Potem obejrzałem fragmenty konferencji prasowych, w których ówczesny rzecznik rządu mówił, że homilie księdza Jerzego są „seansami nienawiści” i zrozumiałem, że to te konferencje, a nie wypowiedzi księdza Popiełuszki, były takimi seansami. Władza w białych rękawiczkach odwracała prawdę. Homilie księdza Jerzego były seansami pojednania.

W grudniu 1983, na pół roku przed śmiercią Popiełuszki, księdzu Jerzemu przedłożono decyzję o wszczęciu przeciwko niemu śledztwa m.in. za to, że „nadużywając funkcji kapłana, czynił z kościołów miejsce szkodliwej dla interesów PRL propagandy antypaństwowej”.

Kościół stanowił wówczas schronienie, w którym mieliśmy prawo do wolności. Był jak skrawek eksterytorialnego, wolnego państwa na zniewolonej ziemi, ale po żadnej ze mszy odprawianych przez Popiełuszkę nie było demonstracji. Ludzie wychodzili z kościołów w nastroju modlitewnym, o co byli zresztą proszeni przez księdza.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko był kapałem z powołania. A kim jest aktor – z powołania?

Dzisiaj bardzo łatwo zostać aktorem. Jeżeli jest się urodziwym, przystojnym, elokwentnym, i do tego wszystkiego jeszcze się nie sepleni – niemal automatycznie można zostać gwiazdą seriali i latami nie schodzić z łamów kolorowych czasopism. To na pewno jest jakaś droga wyboru, ale równocześnie uważnie obserwuję drogę aktorów takich jak Philip Seymour Hoffman czy Daniel Day-Lewis. Oni udowadniają, że znakomite aktorstwo nie przeszkadza w byciu gwiazdą, i odwrotnie: status gwiazdy nie wchodzi w kolizję z aktorstwem. Podstawą jest chyba punkt wyjścia, czyli myślenie o tym, dlaczego zdecydowałem się zostać aktorem – czy wiążę z tą decyzją nadzieje na szybką popularność i sławę, czy może wybieram ten zawód dlatego, że kiedyś urzekła mnie magia teatru, dzięki teatrowi coś nowego w sobie odkryłem, odnalazłem przestrzeń, która może zostać zrealizowana.

Urzekła Pana magia teatru?

Przełomowe są wspomnienia, które łączą się dla mnie z obejrzeniem niegdyś w teatrze „Lunatyków” Brocha w reżyserii Lupy, albo „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa w inscenizacji Macieja Englerta. Staram się traktować aktorstwo poważnie. Nigdy nie chciałem być popularny za wszelką cenę. Oczywiście, każdy aktor chciałby być doceniony. Występujemy dla ludzi, nie dla siebie. Ale aktorskie powołanie, w mojej optyce, polega także na tym, że skoro ktoś mnie zaraził teatrem – przestrzenią magiczną, to może i mnie się to uda... Do dzisiaj często staję bezradny wobec magii teatru. Patrzę na wielką, teatralną machinę, kurtynę, sztankiety i zastanawiam się, kto dał mi prawo do pokazania siebie wobec tej przestrzeni. Przypomina mi się wtedy jeden z ostatnich wywiadów z Gustawem Holoubkiem, w którym powiedział, że tajemnica aktorstwa polega na odwiecznej fascynacji człowieka do bycia innym, do permanentnego zmieniania się. Robimy to w imieniu wszystkich.

Rozmawiał:
Łukasz Maciejewski

ŹRÓDŁO
„TYGODNIK POWSZECHNY”

Spotkanie z Adamem Woronowiczem - 6 grudnia po projekcji filmu KI (19.00) - jest to kolejne spotkanie z cyklu Goście Łukasza Maciejewskiego

sobota, 28 maja 2011 11:38

Ad Hoc

Napisane przez Administrator
Oceń tą pozycję
(0 głosy)

 

Miałem okazję uczestniczyć w kabaretowym przedwieczorze, rozpoczynającym tarnowskie Juwenalia 2011. Super było przypomnieć sobie studenckie czasy i zobaczyć jak się robi juwenalia w Tarnowie.

Obok oficjalnej części wypełnionej przemówieniami przedstawicieli władz miasta, PWSZ, MWSE i studentów, wyczekiwanym punktem programu była część artystyczna - kabaretowa. Przedwieczór odbył się w sobotę 21 maja o godz. 17.00 w Tarnowskim Teatrze im. L. Solskiego.  Gwiazdą wieczoru miał być (i niewątpliwie był) znany kabareciarz Grzegorz Halama, ale dla mnie była też druga gwiazda tego wieczoru: Grupa Ad Hoc specjalizująca się w improwizacji na bieżąco w oparciu o sugestie widowni. Część artystyczną rozpoczął tarnowski kabaret Trochę powagi.

Dzięki Ad Hoc był to wieczór komedii improwizowanej. Prezentowane gry, angażujące publikę były dla mnie znakomitą zabawą z dawką szokową dobrego, inteligentnego humoru, zresztą co tu będę dużo opowiadał, zobaczcie sami:

Oficjalna strona grupy:  http://www.adhoc.art.pl/

 

piątek, 15 października 2010 10:31

Tajemnica BETA

Napisane przez Administrator
Oceń tą pozycję
(1 głos)

Wielu z Was zauważyło z pewnością tajemniczy symbol BETA w pobliżu logo portalu. Wielu zadaje sobie pytanie: ale o co chodzi? Poniższy wpis stara się wyjaśnić tą kwestię.

Na tropie rozwiązania zagadki

Pomijając znaczenie symbolu BETA jako nazwy drugiej litery greckiego alfabetu (β) - jest to również symboliczne określenie etapu realizacji (etapu życia) oprogramowania komputerowego. Portal jest w rzeczy samej oprogramowaniem, tylko że dostępnym online poprzez przeglądarkę internetową.

Wersja BETA portalu mościce.pl to rezultat wielkiego pragnienia, aby zaprezentować Wam pomysł na integrację lokalnej społeczności w internecie, mając jednocześnie świadomość, że nie wszystko jest dostatecznie przetestowane (do części testów niezbędni jesteście Wy jako realni użytkownicy portalu) i z pewnością parę błędów (errare humanum est) powychodzi ze swoich ciemnych zakamarków ;) Okres BETA jest okresem eliminacji błędów tak, aby korzystanie z portalu stało się przyjemne i bezproblemowe.

A co pisze na temat wersji BETA Wikipedia? : Czytaj artykuł o Cyklu życia programu

I to wszystko? Cała tajemnica?

Dokładnie tak! Pozostaje tylko jedno wezwanie: bądźcie bezwzględni w tropieniu błędów i wypaczeń :). Śmiało do mnie piszcie, że nie działa: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Zwykle to uwielbiam :|

Tendencja do zanikania

Naukowcy donoszą, że symbol ma tendencję do zanikania, ale nie potrafią podać konkretnej daty. Ale tej tendencji się trzymajmy. Nieustannie trwają intensywne prace nad tym, aby pożegnać się z okresem BETA.

MościceMościce to dzielnica, która zachwyca mnie pod różnymi względami. To niesamowita przestrzeń, która swoim charakterem uskrzydla.

Przeczytaj całość: (Nie)jestem z miasta! To widać, słychać i czuć...!  »

Ks. Stanisław IndykWarunki mieszkaniowe były bardzo ciężkie. Środowisko dopiero się kształtowało. Na początku ksiądz zamieszkał w przydzielonym mu przez Państwową Fabrykę Związków Azotowych mieszkaniu. Z czasem kształtująca się mościcka parafia dostała służbowe mieszkanie na ul. Jesionowej w pobliżu obecnej tutaj drewnianej kaplicy. Po latach nazwa tej ulicy zostanie zamieniona na ulicę księdza Stanisława Indyka.

Czytaj więcej: Ksiądz Stanisław Indyk – proboszcz trudnych czasów  »

Box reklamowy 1

Fizjoterapia Anna Janaś

Paweł Stefański

Polecamy

Zakochani LogoRDN - Radio Dobrze NastawioneStrona poświęcona miastu Tarnów

Radio LUMEN

Co, gdzie, kiedy?

Ostatni miesiąc Maj 2012 Następny miesiąc
N P W Ś C P S
week 18 1 2 3 4 5
week 19 6 7 8 9 10 11 12
week 20 13 14 15 16 17 18 19
week 21 20 21 22 23 24 25 26
week 22 27 28 29 30 31
Brak wydarzeń

Najaktywniejsi użytkownicy

TVMoscice

Kanał Youtube - TVMoscice

Mościcka sonda

Remonty, remonty, remonty

Okno logowania